Kim jest milioner z sąsiedztwa?

W popkulturze milionerzy to ekstrawertycy szastający pieniędzmi na lewo i prawo. O tym jak jest naprawdę, czy budżetowanie jest ich ulubionym zajęciem oraz czy i Ty masz szansę jednym zostać.

Zdjęcie z unsplash.com

The Millionaire Next Door to książka z 1996 roku autorstwa dr Thomasa J. Stanleya, który przeprowadził wywiady z wieloma amerykańskimi milionerami. Chociaż realia Stanów Zjednoczonych są odmienne od tych, panujących w Polsce, to zasady, którymi kierowali się Ci, którym się udało, nie są niemożliwe do zastosowania również w naszym kraju. 

Książka ta, chociaż nieco długawa i miejscami po prostu nudna, zawiera bardzo optymistyczne przesłanie: większość milionerów to zwykli ludzie, którzy swój majątek zawdzięczają sobie (80% badanych nie odziedziczyło majątku), swoim talentom, podjętej pracy oraz rozsądnemu oszczędzaniu i inwestowaniu dostępnych pieniędzy. 

Poniżej prezentuję kilka najważniejszych zawartych w niej idei.

1. Życie poniżej możliwości

Pierwszy punkt jest zarazem całkowitym zaprzeczeniem stereotypowego milionera. Prawie wszyscy z ankietowanych podkreślali, że niemożliwym byłoby zakumulowanie fortuny prowadząc rozrzutny styl życia. Rozsądne zarządzanie budżetem domowym nie oznacza wcale życia o wodzie i chlebie - chodzi jedynie o nie poddawanie się inflacji stylu życia.

2. Niezależność finansowa jest ważniejsza od statusu

Drogie rzeczy bardzo często nie są drogie ze względu na ich jakość, ale ze względu na status, który podnoszą kupującemu. Znaczna większość badanych wskazywała, że dużo bardziej od drogich rzeczy woli bycie niezależnym finansowo i z tą filozofią wybierała się na zakupy. Nie byli posiadaczami najmodniejszych ubrań, samochodów ani najczęściej nie mieszkali w najbardziej prestiżowych dzielnicach.

3. Nie musisz zarabiać milionów rocznie, aby wieść dostatnie życie

Większość z badanych milionerów nie posiadała nierealnie wysokich zarobków natomiast większość z nich, prowadziła przynajmniej roczny budżet domowy i konsekwentnie planowała wydatki, zarówno codzienne jak i te okazyjne.

Wniosek płynący z tych obserwacji jest następujący: dostatek buduje się znajdując odpowiednie przeznaczenie dla dostępnych środków. W czasach, gdy powstawała ta książka, prowadzenie budżetu domowego wymagało sporo zachodu i arkuszy papieru. Dzisiaj - wymaga jedynie internetu. 

Skoro było to tak ważne dla nich, czy możemy pozwolić sobie, aby nie budżetować dzisiaj, gdy jest to dużo łatwiejsze?

Myślę, że odpowiedź nasuwa się sama.